Nasza rzeczywistość jest złudzeniem, aczkolwiek bardzo przekonującym - Albert Einstein
RSS
poniedziałek, 10 września 2018

Bodaj żaden człowiek nie urodził się po to, by żyć, ale żeby przetrwać do końca życia. Lecz, aby przetrwać i nie oszaleć może oduczyć się  czepiać tego, co odbiera mu życie przez swoje "nieistnienie". 

Myślenie ma nietrwały charakter, lecz jego pewne cechy przyklejają się do nas, rzucając cień na zrozumienie tego, że przeminą, jak wszystko. Może coś trwać miesiąc, dzień, rok, kilkanaście lat. To rodzaj otępienia umysłowego, który sprawia, że przestajemy rozumieć czym jest teraźniejszość - w większości przypadków nie jest zła, ale wizjonerska. Od natarczywego myślenia do szaleństwa jest bardzo krótka droga. Jednak to nie myślenie sprawia, że jesteśmy zdrowi, a świadomość, iż jest coś w nas, co wie, że myślisz i jednocześnie popadasz w obłęd. To samo, czyli świadomość, utrzymuje nas na powierzchni, kiedy wiemy, że dzieje się coś dobrego lub niedobrego. Dopiero więcej tego "niedobrego" zniekształca myślenie.

Ostatnio przeczytałem ciekawy przykład "uruchomienia" świadomości, w którym opisano jak dwóch komentatorów z różnych krajów komentuje ten sam mecz tenisa - to umysł słuchający myślenia - ich relacje będą się różnić (dobre i złe wiadomości, bo jeden wygrywa seta, a drugi przegrywa), a to co się dzieje tworzy w słuchaczu pewne odczucia. Po czyjej jesteś stronie? Teraz wyobraź sobie, że wyłączasz oba komentarze...i cóż się dzieje? Mecz przestaje być ciekawy, ale na pewno nie jest stronniczy, po prostu dwóch gości rypie w piłeczkę rakietkami. Widzisz co się dzieje, lecz przestaje cię to wciągać. Dopiero wtedy stajesz się świadomy tego, co myśli, że jest "dobrze", a  co "niedobrze".

Rzeczywistość nie przytłacza tak bardzo jak jej wizja. Niedzielna rzeczywistość (teraźniejszość) nie ma obowiązku spłacenia kredytów, czas który spędzasz na takim rozmyślaniu jest niedobry dla nikogo - teraźniejszość jest inna od myślenia o niej. To trzeba wyćwiczyć i choć nadal widnieje nad głową wizja spłacania kredytu i wielu innych obowiązków to jednak spokój jaki można odnaleźć w świadomości będzie rzutował na to, jak bardzo nie dasz się wciągnąć w szaleństwo myślenia o tym. To bardzo pokrętna filozofia, ale jak kiedyś pisałem nawet alkoholik ma swoją filozofię. Nasza codzienność opiera się na filozofowaniu, jak wiele trzeba jeszcze uczynić, by być szczęśliwym, jak dużo pracy trzeba włożyć, żeby wychować dzieci, utrzymać rodzinę...to nam się kojarzy z życiem, prawdziwym życiem.

Jednak mamy chwile kiedy nie chcemy tego wszystkiego, bo nas to przeraża, czy damy radę, czy jesteśmy na tyle dobrzy, że kontrolując wszystko będzie tak jak chcemy. Po czym okazuje się, że kiedy jest inaczej nie mamy kontroli nad sobą. Co jest zatem ważniejsze? Umiejętność i chęć kontrolowania tak, by działo się po naszej myśli, czy też umiejętność zrozumienia, że gdy nie jest po naszej myśli i tak życie będzie trwać, a my będziemy musieli z tym żyć. Jaką wartość mogą przedstawiać zatem myśli, które tworzą wizję tego, co trzeba zrobić? Które z nich nam służą? Dla rzeczywistości żadna z myśli nie ma wartości, to dla ludzi tworzą znaczenie, ale zazwyczaj nie zmieniają jej, by wzbogacić codzienność, lecz by dobrać się sobie samemu do dupy.

Kiedyś użalałem się nad sobą, że robię rzeczy, które nie przystoją facetowi: sprzątam, piorę, myję okna. I potem usłyszałem, że nie robię nic wielkiego, albo czegoś nadzwyczajnego, czego nie robią inni. I to prawda jest, święta prawda. Skoro nie umiem teraz nic innego, a robię właśnie to, to znaczy, że robię zwyczajne rzeczy, jak i inni i to nie jest żaden zaszczyt ani ujma.  Robi się to, co jest w danej chwili możliwe do zrobienia. To myślenie sprawiało, że byłem zły na cały świat, na siebie, na bliskich, ale głównie na siebie, że taki do dupy jestem, iż życie zmusiło mnie bym siedział w domu i zapierdalał na szmacie.Życie mnie do tego nie zmusiło, to jak uległem wydarzeniom, moje myślenie uległo i sprawiło, iż umysł w to uwierzył. 

Nie umiemy być dobrzy dla siebie, a to oznacza, że nie umiemy też zrozumieć innych.  Jeśli mowa o teraźniejszości wydaje się pokrętną filozofią to czy nie jest prawdą, że 99,9% myślenia zupełnie nas jej pozbawia? Kiedy siedzisz i to czytasz to siedzisz i to czytasz, ale gdy na chwilę przemknie ci myśl o kredycie znika cały tekst i tworzy się ciężar z tym związany. Nie jesteś już wtedy dobry dla siebie, jesteś zły na siebie, ale tego pod płaszczem trudnych myśli nie odczuwasz. Nie widzisz, że i tak jakoś sobie radzisz, nawet kiedy wydaje ci się, że chcesz wszystko kontrolować i to wymyka się spod kontroli. Niech się wymyka, wtedy zareagujesz.

To chyba ostatni tekst, bo...mi się już nie chce? Albo...to niczego nie zmienia? albo cokolwiek innego...?Nie wiem, nie chce mi się dzisiaj myśleć o tym. Wyłączę fonię i popatrzę sobie co myślę.

Dobrego dnia:) 

07:33, osho713
Link Komentarze (8) »
wtorek, 28 sierpnia 2018

Prezent od Krzysia bardzo polecam:)))

07:32, osho713
Link Komentarze (4) »
sobota, 25 sierpnia 2018

- A o jakim współczuciu mówisz? - spytałem

Wtedy, gdy dowiadujesz się z informacji prasowych, że zginęła matka z trójką dzieci uważasz, że twoje współczucie jest szlachetnym doznaniem, które sprawi, iż poczujesz się człowiekiem? To bardziej użalanie się nad sobą. Jeśli ktoś ginie to raczej już nie cierpi, więc nie ma komu współczuć. Współczuć można tym, którzy zostali, ale jeśli są nieświadomi będą cierpieć aż do śmierci. Współczucie to nie rozmyślanie o krzywdach tego świata; współczuj bardziej sobie, że nie potrafisz współczuć. Mylimy naszą mentalność cierpiętników z krzywdą fizycznej udręki, a tymczasem piekłem jest umysł, który odwraca znaczenie współczucia dla innych w gorszym stanie i serwuje ukryte pocieszenie, że to nie my, i że nie nas to spotkało. Gdy chcemy współczuć powinniśmy zrozumieć, że jego odczuwanie ogranicza się często do zwykłej retoryki, którą stosują ludzie, by ukryć strach przed podobnym doznaniem.   

Był taki mądrala, nazywał się Atisha, ponoć żył dawno temu i jako jedyny zaproponował pewien rodzaj odwrotnej medytacji : "wdychaj niedolę i cierpienie całego świata, wydychaj miłość." Według niego ludzkie serce ( inaczej mówiąc człowiek wolny od uwarunkowanego umysłu) jest w stanie "przetworzyć" cierpienie świata zewnętrznego w dobroć , która emanuje z ciebie. Nic więcej dla innych nie jesteś w stanie uczynić, gdyż cierpienie to rzecz indywidualna. Tylko tak inni mogą rozumieć, że ich niedola wynika z widzenia tego, co na zewnątrz, a cierpią ponieważ żądają od świata tego, czego dać im nie może. Cała rzesza "dupków od pozytywnego myślenia" każe wdychać miłość, a wydychać niedolę. To oznacza, że według nich ten cudowny świat na zewnątrz masz wchłonąć i jak wszystkie tego typu wątpliwe pocieszenia nabzdyczą człowieka egoizmem, który widziany w prawdziwym świetle, stworzy jeszcze więcej cierpienia.  To metodologia kultury Zachodu.

Twoje wyzwolenie od własnego cierpienia będzie większym aktem współczucia, niż rozmawianie o niedoli i biedzie. Wielkie organizacje wciąż o tym mówią, przesyłają ogromne ilości leków i żywności, ale tylko chwilowo uśmierzają ból jednych, a po nich przychodzą następni. Tymczasem w krajach rozwiniętych, które niby pomagają, całe dzielnice są pełne bezdomnych i odartych z nadziei ludzi. To wszystko jest jak koszmarny sen. Gdyby uświadomić ludziom, że ich bieda pochodzi z umysłów, a ich potrzeby są w większości przypadków pustym pragnieniem, które nie jest im potrzebne do szczęścia  cała globalna gospodarka uległaby załamaniu. To na tym kontraście i strachu przed biedą tworzy się podział i iluzoryczne współczucie - gospodarkom potrzeba jest niewolników, którzy boją się biedy na zewnątrz, mając wizję biedy w głowach.  

07:38, osho713
Link Komentarze (1) »
piątek, 24 sierpnia 2018

Zauroczenia, fascynacje, złość, radość, nienawiść, źle pojęta miłość, myślenie życzeniowe, planowanie, zdobywanie wiedzy,  jej poszerzanie -  to "zabawki" 12 letniego umysłu, który aż do śmierci cierpi. Na czym to "upośledzenie umysłowe" polega? Na życiu zmysłami i opieraniu swojej egzystencji na  poczuciu bycia szczęśliwym w zależności od ich zaspokojenia, na zawierzeniu zmysłom oraz emocjom, które z nich powstają. 12 - latek wierzy bowiem w odczucia płynące z rozwijającego się ciała, jego "instynkt umysłowy" już wie, że odniesie korzyści, gdy będzie kimś, kogo chcą widzieć inni, aby (im się przypochlebić) odnieść dzięki temu korzyści. Wielu też myśli, że są sobą, ale to inni także mają podobne odczucia, więc chcąc być innym prowadzi się grę "bycia sobą" z innymi. Na tym etapie pozostaje do końca życia umysł, który zwodzi i oszukuje, odnajdując w zmysłach poczucie pewności, że powielanie zachowań przynosi korzyści; wpada w nastroje, gniewa się, złości się sam na siebie, rozmawia ze sobą, prowadzi dialogi czy monologi. Wielobiegunowość zachowań sprawia, że emocje biorą górę, a myśli, że są przez to prawdziwe, i że żyje się naprawdę.   Tymczasem maleńkie odchylenie w postaci choroby, czy dyskomfortu życiowego w jakiejkolwiek postaci zaczyna zawalać wizję całości życia.  Choć człowiek nie ma żadnej wizji ani perspektywy to jednak wydaje mu się, że przez naśladowanie innych 12 - latków jest w stanie coś osiągnąć. 

Na poziomie zmysłów skala szczęścia wznosi się i opada, upośledzenie emocjonalne w postaci zrywów euforycznej szczęśliwości bądź niedoli osiąga skrajne wartości. Wtłoczony w rytm bytu społecznego 12 - latek nadaje znaczenie swojemu życiu poprzez utożsamianie się z tym, co robi i jakie to ważne dla niego i ludzkości, przy czym nie zauważa, że znaczenie tego dla niego jest żadne, gdyż po nim przyjdzie następny, a po następnym jeszcze jeden i cały ten cyrk pozostanie pustą areną nienasyconych zmysłów nastolatka, który bardzo kocha swoje zabawki i tak bardzo się do nich przywiązuje, że w ostatnich dniach trudno mu się z nimi rozstać. 

Ostatnio pracując z młodzieżą mialem okazję wysłuchać "gadki umysłów", które już teraz twierdzą, że to co robią, robią z własnej woli. "Dobrze jest się uczyć dobrze, bo w przyszłości można dostać dobrą pracę" - to jedno z tych "niezależnych" stwierdzeń, które będą powtarzać przez resztę życia, także swoim dzieciom, mimo iż wielu z nich będzie miało świetne wykształcenie, ale też motywy bezrobocia, biedy mentalnej czy duchowej.   Albo też: "jak można wybaczyć komuś, kto nas tak bardzo zawiódł lub skrzywdził?" Akurat tego nie uczą w szkołach, ani w domach, bo nie wiedzą jak wybaczać, nie obrażając się w ogóle, ponieważ doprowadza do tego m.in. personalizacja Ja, która zatrzymała umysł na etapie 12 - latka.

Przypomina to hodowlę owiec...

10:21, osho713
Link Komentarze (1) »

"Przeciętny wiek umysłowy ludzi na ziemi wynosi nie więcej niż 12 lat. To odkrycie było wielkim wstrząsem. Dowiedziano się o tym przez przypadek. Podczas I wojny światowej pierwszy raz w historii badano ludzi chcących zaciągnąć się do wojska. Badano ich wiek umysłowy, ich iloraz inteligencji. Stwierdzono, że ich wiek umysłowy wynosi nie więcej niż 12 lat, taka była przeciętna. To jest dziecinność. Ciało wciąż się rozwija, a umysł zatrzymał się w wieku 12 lat....Dlaczego umysł zatrzymał się w tym wieku? Ponieważ człowiek w tym wieku zgromadził wszelkie wierzenia, już jest wierzącym (cielokiem - to mój dodatek), już "zna" prawdę. Ktoś jest chrześcijaninem, ktoś inny jest komunistą, pierwszy wierzy w Boga, drugi nie wierzy w Boga, pierwszy wierzy w Biblię, drugi wierzy w Kapitał..."  

Cóż, tak to z nami jest.

C.D. za ok godzinę, "audycja" nie na żywo:)))

07:55, osho713
Link Komentarze (3) »
wtorek, 21 sierpnia 2018

Było już o wizerunku. W dzisiejszych czasach wystarczy zmienić fryzurę, żeby "odmienić swoje życie". Mamy niby różne cele, ale każdy z nich opiera się na bardzo powierzchownych zmianach, nie zmienia się bowiem mentalności, a nastrój. Nasza mentalność społeczna oparta jest głównie na tradycjach nienawistnej miłości do bliźniego albo miłosnej nienawiści do wszystkiego, co myśli lub czuje inaczej. To w sumie to samo, ale jakoś inaczej brzmi. Kiedy zdarza się nam nie myśleć wpadamy w przerażenie, że jesteśmy bezmyślni. Gdy czegoś nie wiemy czujemy wstyd, że tak mało się nauczyliśmy; to akurat jest wstyd powszechny ludzkości. Strach też przyznać się, że nie wierzy się w coś, w co wierzy większość, bo zwyczajnie wstyd nie mieć oparcia w czymś w czym inni udają oparcie. 

Tak samo jest niestety z każdą dziedziną życia.

Sprzężenie cielesne odzwierciedla nastrojowość i jednocześnie mentalność, to oznacza, że sytość i zdrowie odzwierciedlają stan ducha. Jeśli to się pieprzy klapa na całej linii. Rozluźnienie więzów w sensie dosłownym oznacza brak gotowości do walki i jako synonim (bezbronności) wolności może być poczytywane za słabość. Większość nie lubi rozluźniania i relaksacji, uznając je za zbędny rytuał, który czyni ich nieprzygotowanymi do bycia napiętym. W mentalności umysłu jest to tak mocno zakorzenione, że każda próba rozluźniania kończy się spoglądaniem na zegarek i natychmiastowym powrotem do stanu napięcia z powodu wyimaginowanego pośpiechu. W napięciu człowiek czuje, że "żyje", lecz gdy się rozluźnia dawny wróg znika i tenże człowiek czując się bezbronny rzuca się znów w  objęcia napięcia. Nie gaśnie wola walki.

Lecz kiedy zostaną tylko gacie, przyjdzie niemoc totalna, umysł pozostanie w napięciu, a ciału nie będzie juz potrzebna żadna fryzura i stanie się jasne, że tunel z tym małym światełkiem na końcu będzie bardzo wąski, by się przecisnąć od tego całożyciowego nadymania.  

14:23, osho713
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 19 sierpnia 2018

...być niezależni albo na tyle inni, by nie czuć na sobie podobieństwa do przeszłych pokoleń; zazwyczaj to się jednak nie udaje. 

Choroba wielobiegunowa -  to raczej nie jest medycznie udowodnione, ale środowiskowo dość powszechne. Wymyśliłem ten termin w odniesieniu do emocji, największej zakały i choroby umysłu. 

|Czy to nie zabawne, że nauka udowadnia samej sobie, iż jest najważniejszą dziedziną życia, ponieważ dokonując odkryć i podejmując się wielu badań daje ludziom do zrozumienia, że są głupi?Sama sobie zadaje pytania i daje odpowiedzi....a potem jedno "prawdziwe" twierdzenie zastępuje się innym, równie "prawdziwym", które za jakiś czas stanie się nieprawdą...|

Żadnym jednak odkryciem nie jest, że mamy tendencje do nienawidzenia ludzi, lecz zadziwiające jest, iż mamy jakiś "dar", by na zewnątrz (publicznie) wobec tych samych osób być fałszywie życzliwi, pytając chociażby o zdrowie. To jedna z odsłon "choroby wielobiegunowej" emocjonalnie niezrównoważonego umysłu. Czy to ma jakiś związek z przodkami?Odetchnie ktoś z ulgą twierdząc:  "że na szczęście to tylko choroba dwubiegunowa" i nie ma się czym przejmować, bo większość posiada  ten "dar".  

Po odświeżeniu sobie treści książki Hessego "Siddhartha" jeden moment rzucił mi się szczególnie w oczy. Gdy główny bohater staje się przewoźnikiem na rzece musi podjąć się jednocześnie opieki nad synem, którego matka zmarła od ukąszenia węża. Siddhartha nie może zrozumieć, dlaczego mimo wielkiego poświęcenia dla syna ma tak duże problemy z jego wychowaniem. Młody stawia ogromny opór, bo nie chce wieść życia u boku biednego przewoźnika; był wychowany w innych warunkach, których ojciec nie jest w stanie mu zapewnić.. Siddhartha mimo to zaczyna rozumieć jego podejście i po jakimś czasie pozwala mu odejść, dokładnie tak samo czuł się jego ojciec, gdy on wyszedł z domu wbrew woli ojca. Życie w pewien sposób zatoczyło krąg, stawiając go w podobnej sytuacji. 

Bardzo mocno zapisuje się w naszej pamięci sposób w jaki byliśmy traktowani, słyszymy historyjki o miłości i oddaniu z ust najbliższych, po czym sami zauważamy, jak bardzo nienawidzą swoich dawnych ziomków, nienawidzą przede wszystkim siebie za to, iż są do nich tak bardzo podobni. Gdzieś w głowie odtwarza się sekwencja zdarzeń, ale stajemy się bezsilni wobec własnych zachowań. I niby jesteśmy innymi ludźmi, i niby gardzimy niewłaściwymi zachowaniami, ale nie umiemy zrozumieć,  skąd pojawiają się w tle odruchy, które zdarzają się wszystkim wokół?  

Nie mam na myśli naukowej paplaniny o genetyce, ale upośledzenie emocjonalne zakamuflowane w umyśle, który zapamiętuje patologię zachowań. Czy to nikogo nie zastanawia, że niby posiadł więcej wiedzy albo żyje lepiej, jego problemy kręcą się wokół tylko pozornie innych (a jednak tych samych), zakodowanych w pamięci problemów?

Mając np. epizody alkoholowe w rodzinie można by sądzić, że daliśmy radę i sami zbytnio nie zaglądamy do kieliszka, ale bardzo lubimy "chlapnąć", jednak sporo dzieje się w naszym życiu, gdzie ten problem znów w jakiś sposób wyłazi. Będąc nieakceptowani i ciągle krytykowani przez najbliższych sami często krytykujemy innych, szukając w nich dokładnie tych samych wad, które były wytykane nam w dawnych czasach. Nie bez przyczyny trudno np.: znaleźć partnera, gdyż nie umiemy osiągnąć (sami ze sobą) zgody na to jak wygląda świat, a gdy pojawia się druga osoba zauważamy, iż życie z kimś to piekło, które niestety  jest w nas. A jak w tej kwestii żyli nasi najbliżsi? Przyjrzyj się dokładniej sobie, swoim odruchom, temu, co mówisz, co ciebie spotyka, czym żyjesz? Nie żyjesz własnym życiem. Gdy nasze dawne chwile były przepełnione np. używkami nagle dociera do nas, że nasze dzieci są jakieś patologiczne, czegoś szukają, ale nie rozumiemy po co im to. Czy im czegoś brakuje, tak jak nam? Tak, niestety, też im czegoś brakuje jak nam. Życie często zatacza koło w tej kwestii.       

07:51, osho713
Link Komentarze (4) »
sobota, 18 sierpnia 2018

Przed przeczytaniem tego tekstu skontaktuj się lepiej ze swoim lekarzem lub farmaceutą. Spokojnie ja już byłem, po wysłuchaniu mnie popełnił samobójstwo. 

0,1% - tyle daję szans ludzkości na odczuwanie rzeczywistości.

Odkąd pojawiło się myślenie wypierające instynkt zostaliśmy wtłoczeni w wyobrażenie o rzeczywistości, którą można kreować z jego pomocą. To jak życie w schizofrenii, w którym jej epizody stają się silniejsze, bądź słabsze, a myślenie jest jednym z przejawów tego obłędu, który zniekształca rzeczywistość. Nierozerwalną częścią myślenia jest stopniowanie poziomu strachu przed zobaczeniem jak jest naprawdę; każdy człowiek z osobna to wypaczona forma rzeczywistości poprzez jej pryzmat. Próba zbliżenia się do niej za pomocą myślenia lub opisanie jej wydaje się niemożliwe, gdyż pozbawienie się jego ciężaru polega wyzerowaniu jakiegokolwiek jego przejawu. W pewnym sensie chodzi o zbliżenie się do granic obłędu (związanego z myśleniem), by wyjść poza ten schemat. 

Jak ponoć twierdził wujek Osho: "nie ma narodzin, a zatem nie ma też śmierci".

Nie wiemy co dzieje się w głowie noworodka, ale możemy przypuszczać, że świat przez niego "widziany jest" inaczej; uznaje się, iż ten sposób postrzegania jest bardzo prymitywny, ponieważ nie daje szans na samodzielne przeżycie. Według mnie to najbliższa forma świadomości, pozbawiona myślenia, która żyje w prostocie rzeczywistości, obdarzona instynktem, bez umiejętności przetrwania. Żadna ludzka cecha zdobyta w toku dorastania pod wpływem środowiska, w którym się wychowuje, nie daje szans na spójne odczuwanie rzeczywistości przez całe życie. Myślenie jest kreacją obłędnego wynaturzenia rzeczywistości z jednoczesnym przebywaniem w wyobrażeniu o istocie świadomości.  

Poprzez naśladowanie uczymy się istnieć poza rzeczywistością, powielamy schemat, zmieniając za pomocą myślenia zaledwie sposób błądzenia po jej krawędziach. Dotarcie do nie - umysłu może nigdy nie nastąpić, jeśli wciąż będziemy próbowali rozwiązać dylemat istnienia za pomocą myślenia, bardziej lub mniej logicznego. Myślenie bowiem doprowadziło do tak absurdalnych wniosków jak istnienie kogoś więcej niż my sami; cokolwiek to znaczy ma związek z abstrakcyjnym odczuwaniem pewnej formy obłędu, będącego produktem ubocznym wyobraźni, której początki biorą się z nawyków zaczerpniętych z obłędnego myślenia przodków. Stworzyliśmy świat "rzeczywisty", który sam siebie powinien zawinąć z tego świata. 

Istotą wyjścia z obłędu myślenia jest próba powrotu do pierwotnej umiejętności odczuwania, (jak na początku drogi), i zanim znów przyjdzie nam srać w pieluchę dobrze jest uruchomić bardzo banalny proces uświadamiania sobie nieuchronności przemian tego, co "na zewnątrz". Myślenie jest pewnym, (kolejnym ubocznym produktem - takim dwutlenkiem węgla życia ludzkiego), rodzajem energii, która odwraca uwagę od świadomości poprzez bycie istotą myślącą, co prowokuje do tworzenia innego "produktu ubocznego", wyobrażenia jakim jest ego. Dążymy do rozproszenia świadomości za pomocą wielu nieświadomych czynników zewnętrznych, próbując za każdym razem zatuszować w głowie fakt nieodwracalności przemian, poza zasięgiem których są nasze ciała, a przede wszystkim nasze umysły. W szczególności umysł jest wytworem ubocznym nie - umysłu(tego z dzieciństwa), czyli czystej świadomości, którą posługujemy się tylko na początku. Czegokolwiek nie próbujemy zrobić rzeczywistość przemian zawsze jest z nami, staje się niewidoczna za sprawą obłędnego myślenia, które pozostaje w wynaturzeniu świadomości tworzącej chociażby fizyczne przedmioty. Każdy z przedmiotów naszego myślenia, zajmujący widzianą lub odczuwaną przestrzeń jest w pewnym sensie równie nierzeczywisty jak całość wyobrażenia o życiu. Mimo, iż przeżyje nas fizycznie stanie się "prawdziwą" abstrakcją, gdy my będziemy żegnać się z życiem. 

Myślenie to rodzaj częstotliwości nadający ton naszej nierzeczywistości.

Kiedy myślenie wkracza na "dobre tory" wydaje się, że nasze samopoczucie ulega poprawie, lecz zmiany zachodzące w ciele tak naprawdę są dla nas nieuchwytne, ciało i tak się starzeje w tym czasie mimo, iż nasze samopoczucie jest dobre; to trwa tylko chwilę i tak też działa ego. Rzeczywistość tego faktu w natłoku samopoczucia wynaturzonego myśleniem jest pominięta, co oznacza, że w myśleniu świadomość jest zepchnięta na boczny tor. To działa w dwie strony, bo gdy samopoczucie ciała ulega pogorszeniu jesteśmy przekonani, że dzieje się z nami źle, lecz jest to właśnie metoda pracy ego, które utożsamia się z ciałem. 

Oczywiście każdy "myślący" człowiek, jeśli przebrnie przez ten tekst każe mi się jebnąć w łeb, ale tak jak i moje bycie jebniętym, tak i czyjeś myślenie nie są niczym innym jak oderwaniem od rzeczywistości. Neutralność rzeczywistości ogranicza się do prostoty. Zauważ, że gdy próbujesz zaczerpnąć powietrza, ale nie tak, żeby to zrobić od siebie, tylko z powodu instynktownego odruchu nabrania powietrza do płuc to jak akt narodzin; w drugą stronę coś na wzór śmierci. Tu nie ma żadnego procesu myślowego, który sprawia, że "łykasz" powietrze, by podtrzymać ciało przy życiu. To jest poza twoimi możliwościami myślenia. Sam fakt istnienia tego procesu można nazwać rzeczywistością, a świadomość to umiejętność wczucia się weń, słuchania jego rytmu, bycia...wszystko poza jest abstrakcją...gdy ciało się zużywa i proces ustaje rzeczywistość ulega pewnemu rozproszeniu, istnienie przenika poza obręb ciała, jednak sam fakt rozproszenia tego oddechu nie umniejsza istoty rzeczywistości.  

07:44, osho713
Link Komentarze (3) »
czwartek, 16 sierpnia 2018

- Stojąc przed lustrem uśmiechnijcie się do siebie - powiedziałem do grupy Amazonek.

Podeszły i milczały. To była dziwna prośba, niewiele osób umie to zrobić.

- Co wam mówi to doświadczenie? - spytałem. 

Nie odpowiedziała żadna. To był początek turnusu, nie znały siebie nawzajem, nie znały siebie z osobna. Były przytłoczone miejscem, czasem i zdarzeniami z życia.

- Lustro nigdy pierwsze się do was nie uśmiechnie - odpowiedziałem sam sobie i im po trochu.

- Śmieszne prawda? - znów spytałem właściwie sam siebie, ale jednocześnie i w odpowiedzi na lekki pomruk śmiechu.

- Jesteśmy nauczeni - mówiłem dalej - że wszystko, co na zewnątrz istnieje ma nas pocieszać, zaspokajać i sprawiać, że będziemy szczęśliwi, gdy tak naprawdę jesteśmy powołani do tego, by cieszyć się tym, co mamy w sobie, aby odzwierciedlać sobą naszą radość, i wszystko czym chcemy żyć; czy to miłość, złość, spokój czy niepokój od zawsze i tylko istnieje w nas. A my jesteśmy nauczeni, że to świat na zewnątrz ma być przez nas zaspokajany i szczęśliwy; czy to nasze dzieci, bliscy, czy też dalecy znajomi. Kiedy ten świat przestaje być szczęśliwy z naszego powodu (tak myślimy), bo już nie mamy siły go zaspokajać wszystko wygląda tak jak w lustrze - na pełne niemocy i udręki. Bywa też pełne strachu, że obraz w lustrze nie umie się już uśmiechać. To, czym chcesz żyć musisz mieć w sobie, wtedy będziesz zawsze wystarczał sam sobie.  

Ci, którzy posiedli wiedzę czują się dumni z jej posiadania, reszta czuje strach, że jej nie posiadła, stąd złudny szacunek, że będąc gorszymi nie mają pojęcia o czym tamci mówią. 

Przytoczyłem tą opowieść grupie młodzieży, która słuchała z uwagą, po czym ktoś zadał mi pytanie:

- Czy nigdy nie myślał pan, żeby zostać księdzem?

- Od jakiegoś czasu nie wyobrażam sobie, żebym mógł tak oszukiwać siebie i ludzi, więc raczej nie chciałbym nim zostać - odpowiedziałem po dłuższym milczeniu. 

Od samego początku zrozumienie pomiędzy młodymi ludźmi, a starszym pokoleniem oparte jest na szacunku poprzez przytłoczenie strachem, że muszą być posłuszni, inaczej nie będą akceptowani, co przekłada się na niewidzialny język, który mówi, że muszą zasługiwać na miłość. Wciąż od ich posłuszeństwa zależy nasza przychylność. Muszą wiedzieć, że nie mogą robić źle, mimo, iż to co robią właściwie nigdy nie jest złe bez powodu, a tego przyczyną jest obawa o odrzucenie przez nieposłuszeństwo, które wiąże się ze strachem przed utratą wolności (dzieciństwa). Wciąż kurwa trzeba na coś zasługiwać,  żeby nawet się napić albo zjeść, z kimś porozmawiać albo usłyszeć dobre słowo, poczuć się lepiej, być w lepszej sytuacji albo cokolwiek innego. Potem już sami do siebie zaczynamy gadać: "no...teraz (jak już jesteś zrypany jak pies) zasłużyłem na odpoczynek, na filiżankę kawy albo herbaty..." Jak wytresowane małpy.

- Nie dajcie sobie wcisnąć, że jesteście źli. To oznacza wasze wieczne życie w strachu, że nie zasłużyliście na nic dobrego i wtedy naprawdę poczujecie złość. - powiedziałem na koniec.

 

14:07, osho713
Link Komentarze (2) »
wtorek, 14 sierpnia 2018

Staranie niekiedy tworzy napięcie, to ludzkie w główniej mierze opiera się na celu.

W "pustym" realizmie istnieje fizyczność, zajmuje przestrzeń, ale jej nie przeszkadza, tak jak myśl, która w swoim znaczeniu jest bez znaczenia. Niedowierzanie myślom jest sednem uwolnienia się spod ich "władzy", która bardziej jest dominacją umysłu aniżeli samej myśli. Rozluźnienie więzów zaczyna się od nienazywania czegokolwiek, samo patrzenie bądź słuchanie w zupełności wystarczą. Brak zainteresowania myślą sprawia, że jej moc wygasa, a tym samym przestajemy wierzyć w to, co wyrażają. W większości przypadków żyjemy w napięciu, ponieważ jesteśmy zainteresowani rzeczami wywołującymi napięcie, tak samo dzieje się z cierpieniem, myśleniem, odczuwaniem, które skierowane są na brak czegoś w danej chwili albo też niezgodność z celem, który chcemy świadomie lub podświadomie osiągnąć; coś jest nie po naszej myśli. Wszystko to działa dość spójnie, bo bardzo się staramy nie uświadamiając sobie, że mnóstwo rzeczy nie musi nam się udawać - one nie niweczą celu, lecz mogą wskazywać na inny, o wiele prostszy i osiągalny, a jedynie niewidoczny przez zajętą przestrzeń świadomości niewłaściwymi rzeczami, myślami.

Nie czujemy zupełnie jak pewne potrzeby maleją, dają nam wyraźny sygnał, że są odwrotnością dążeń. Przywiązanie do przyjemności, czy potrzeba akceptacji stanowią źródło napięcia, to czy czujemy się spełnieni będzie zależeć od tego jak często ich zaznajemy, ale właśnie to sprawia, że napięcie zaciska tylko więzy, a nie umie ich rozluźnić.

Wczoraj moje mięśnie "powiedziały" dość, same, i choć bardzo chciałem jeszcze coś zrobić byłem bez sił. Gdyby nie odporność na ból dziś leżałbym "martwy", "bolą" mnie nawet włosy i paznokcie:)) Nie jest to ból pulsujący, punktowy, ani nawet silny, ale każdy ruch po prostu nie obywa się bez niego, bez odczucia każdego skrawka ciała. Za to w umyśle nie ma żadnego napięcia, jakby był obok. 

Jesteśmy zaangażowani w reakcje ciała wierząc, że za jego pośrednictwem - poprzez dogadzanie mu - możemy się uwolnić od napięcia wewnątrz umysłu. Po części to prawda, ale działa tylko przez chwilę, działa jedynie do momentu zmiany: nowy sposób spędzania czasu, nowa praca, nowa dieta, nowy rodzaj przyjemności czy rozrywki. Najtrudniejszy moment tkwi w zrozumieniu, że całość reakcji skupia się na usilnym dążeniu umysłu do zaspokojenia egotycznych napięć, wywołanych zbyt dużą liczbą potrzeb. Odpocząć od myślenia może oznaczać większy relaks niż może się wydawać, lecz tego też trzeba nauczyć. To przecież stąd (z umysłu) płyną "rozkazy" do ciała, tworząc więzy, które tak trudno rozplątać.    

   

12:04, osho713
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 13 sierpnia 2018

Doznania ulegają zmianie, świadomość jest.

Niekiedy zdarza się nam spędzać czas w urokliwych miejscach, zazwyczaj pozbawionych ludzi, zgiełku i pośpiechu, w którym zazwyczaj nurzamy się jak w mule konieczności. Umysł reaguje natychmiast zaprzątnięty tą odmianą, wycisza się głos w głowie, znika przez tę jedną chwilę zachwytu. "Realnie" ulega zachwytowi, nierealnie zadziwia go taka możliwość. Umysł jest wytresowany i jednocześnie jest treserem, jest treserem woli, chęci, odrazy, urazy, czy niechęci i wielu innych przesłanek do zachcianek. "Zamiera" przez chwilę, by nadziwić się czymś, czego nigdy wcześniej nie widział, nie patrzy jednak bez celu. Miał plan, by gdzieś dotrzeć i spróbować nakłonić cię do wejścia w ten nastrój, przywdział głos cichego suflera zachwytu nad bezkresną ciszą, której nie masz na co dzień. Nakłonił cię do wypoczynku, "zmusił" do milczenia. Stąd czasem bierze się majestat i zachwyt nad tym gdzie jesteś i co widzisz. Inny umysł będzie się tam nudził, bo będzie zaprzątnięty nudą, będzie miał inny cel. Stąd potrzeba zmiany otoczenia, pobycia gdzie indziej i z kim innym, ale reszta "światopoglądu" umysłu jedynie śpi, oczekując na zmianę otoczenia, jakiś chwilowy wybryk istnienia, który nie będzie mu pasował. 

"Pusty" realizm jest byciem, wnętrzem, które nie łaknie obrazu dla doznania wyższości jednego odczucia nad drugim, nie popada w kontrast istnienia pomiędzy zachwytem, a obrzydzeniem z nadmiaru zachwytu. Nie spija spokoju z zewnątrz, czuje go w sobie jak przestrzeń, która przenika do spokoju na zewnątrz, tak aby nie różnicować wysiłku, gdy przyjdzie mu pobyć w zgiełku dnia. Tak jak to, co jest i wzbudza niekiedy zachwyt, zwyczajnie jest, jak świadomie żyjący w tobie spokój.  

15:13, osho713
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 12 sierpnia 2018

...a ta cisza to zwykły strach, o którym się nie mówi. 

 

- Spróbujemy za rok - rzekła pani z silnym RZS, mając na myśli wstawanie z leżenia do pozycji na czworaka. 

Pomyślałem: "to raczej mało prawdopodobne, myśląc o postępach jej choroby",choć wolałbym się mylić, a potem powiedziałem na głos: 

- Lepiej zacznijmy już dziś, nie mam pewności, czy za rok będę żył?

Wtedy zapadła cisza.

Najwięcej nadziei i marzeń, najwięcej planów oraz wzruszeń leży na cmentarzu, ich liczba jest większa, niż ktoś bardzo uzdolniony matematycznie mógłby je policzyć. 

To jest takie proste: nie odkładać niczego na potem, lecz my zawsze znajdziemy powód, by czegoś nie zrobić. 

Taką fajną niedzielę miałem w pracy:))))

14:50, osho713
Link Komentarze (5) »

W "głowie" rodzi się wiele "pomysłów". 

"Niepokojące" doznania to nie tylko te, które są z pozoru złe. Choć nawet te "złe" nie są złe.

Poruszające i wzniosłe, przygnębiające i przytłaczające, o małym i wielkim znaczeniu. Ukształtowane odruchy, przechowywane w magazynie pamięci, wracają według potrzeb danej sytuacji. Przypatrując się np. zmaganiom lekkoatletów tłum dopinguje, ci zaś albo są dumni, że wygrali lub smutni, iż nie dali rady. Biegają szczęśliwi wokół stadionu i unoszą w górę ręce, trzymając w nich flagi. Idea "igrzysk" jest prosta - zapomnieć o niedoli i przez chwilę poczuć się wyjątkowo.  

To jeden z przejawów utożsamiania się z nieistniejącym (chwilowym) doznaniem "dobrego samopoczucia", odczucie stworzone w umyśle na potrzeby tłumu. Jak mówią niektórzy: " na naszych oczach pisze się historia..." Na naszych oczach też rozgrywa się "dramat" następnych dni tryumfu i porażki umysłu, który zapisze we wspomnieniach mało znaczących dla rzeczywistości zwycięscy, bo ten zostanie sam, kiedy przestanie wygrywać. 

Sprowadzając to do chwili, w której siedzimy w zamkniętym pokoju umysłu albo nawet w fizycznie istniejącym pomieszczeniu możemy przyjąć, że to dzisiejsze zwycięstwo okaże się przekornie silnym doznaniem z przeszłości, które pogłębi ból istnienia w zamkniętym pokoju (umysłu). Tłum wychodząc ze stadionu zbierze się za jakiś czas i będzie skandował następne nazwiska, a nasza tożsamość zostanie ogołocona do cna, gdy przeminie echo dumy zwycięscy.   

Wydatkujemy energię, by zaspokoić potrzeby oderwane od istnienia fizycznego, dalekie od naturalnego sposobu przetrwania aż do chwili śmierci. Nasz świat wewnętrznych doznań otrzymuje dawkę iluzji wzniosłości chwili, która utożsamia się z nieistniejącą potrzebą nadania naszemu życiu znaczenia - zarówno po jednej, jak i po drugiej stronie barykady emocji. 

Samo pozbycie się doznań w takich warunkach jest trudne, tożsamość bywa bardzo silna, a jej emocjonalne cechy wyłażą w wielu nietypowych momentach jak to zwykle bywa z uwarunkowaniami umysłu. To długi i czasem bolesny proces, aby zrozumieć na czym polega jego "fenomen" musimy pozwolić działać świadomości, gdy umysł załącza mechanizm utożsamiania. Tu nie chodzi tylko o "dumę stadionową", ale o całe spektrum doznań związanych z szeregiem przeszłych przeżyć. One są jak chwasty, które wyrwane jedynie z powierzchni po jakimś czasie wyrastają szybciej niż te właściwe roślinki. Wśród właściwych roślinek mnóstwo jest pięknych okazów, które mylimy z chwastami, bo ładnie wyglądają - one również są zakamuflowanym źródłem utożsamiania. 

"Jestem ojcem, matką..." jestem na ważnym stanowisku", " mam misje do spełnienia", " to ważne co robię", ma to znaczenie", jestem dumny z tego, że", czuję się świetnie, bo jesteś przy mnie, czuję się źle, bo ciebie nie ma". Takie "kwiatki" w realnym świecie nie istnieją, lecz w świecie ludzi, którzy tworzą idee i zasady określone współżyciem nadają znaczenie, gdyż wydają się podstawą właściwego funkcjonowania  tłumu. Rola zaś to chwast. Niewiele osób zdaje sobie z tego sprawę, że ich rola dla pojedynczego człowieka jest żadna, bo życie każdego z osobna okazuje się porażką tych wszystkich dumnych idei.

Świat oparty na biedzie tworzy świat bogatych, ten kontrast istniał społecznie od zawsze, lecz gdy bogaty zapłaci uważa, że spełnił swoją rolę w walce z biedą, jednak jej wyplenić się nie da, bo są ludzie, którzy chcąc być bogaci czują, że zawsze będą biedni. Realny świat nie ma podziału na biednych i bogatych, realny świat jest pozbawiony dumy, odsyła jednych i drugich na spoczynek. Poczucie bycia wielkim pochodzi od wielu odczuć bycia nikim, trwa zaledwie przez chwilę i znika wraz z nami, znika szybciej, gdy zmieni się w odczucie w ciele jako zwykła fizyczna niemoc.   

07:54, osho713
Link Komentarze (1) »
sobota, 11 sierpnia 2018

Ten rodzaj retoryki nikomu (znów) nie przypadnie do gustu. Żaden tłum przez to nie przejdzie.

Kuglarstwo ze Wschodu i Zachodu przenika do świadomości ludzi jako wiedza, a to, co nią nie jest, a leży bliżej prawdy, mogąc się zaledwie o nią ocierać, nigdy nie stanie się udziałem tłumu. To proste, tłum nie może żyć w skupieniu braku konfliktu wewnątrz i na zewnątrz, jego siła zewnętrznego oddziaływania rozprasza się w zbyt wielu kierunkach.  

Ludzka ignorancja opiera się na wielu przekonaniach o słuszności jeszcze większej liczby twierdzeń. W samym tylko określeniu słowa "spokój" czai się niepokojące przekonanie o jego poszukiwaniu. I znów zrozumienie leży poza zasięgiem samego pojęcia. 

Człowiek poszukuje motywacji do działania, jego siłą napędową jest osiąganie celów, coraz lepszych wyników, tworzenie "lepszego jutra". Jak do tej pory te kwestia wydają się każdemu bezsporne, ale nikt nie widzi, że są bezowocne. 

W sztuce "pustego" realizmu nie ma jednoznacznych twierdzeń ani stwierdzeń, a rdzeniem jest określenie przestrzeni dla spokoju. Umiejętność przebywania ze sobą skrupulatnie powiększa pole świadomości własnych doznań, aż do momentu dotarcia do tej przestrzeni, w której spokój wykracza poza Jaźń, odrywając nas od "rzeczywistości" kojarzonej z realnym życiem. 

Wyznacznikiem docierania do przestrzeni spokoju jest umiejętność odczuwanie samotności. To, co zawiera nasza wyuczona rzeczywistość wywodząca się z tłumu, a przejawia się poczuciem wspólnoty - od najmniejszej do największej możliwej organizacji życia społecznego - nie ma nic wspólnego z rzeczywistością, która przejawia się poprzez spokój odczuwany w samotności.

Stopień uczłowieczenia człowieka mierzony jest na podstawie wrażliwości emocjonalnej i umiejętności okazywania uczuć, lecz realizm stanowi umiejętność uświadomienia sobie chwili ich zaistnienia - ich początku i końca, ich zmienności i niestałości, które zaprzeczają świadomemu przebywaniu w przestrzeni spokoju.  Oznacza to, że przenikanie ze świata uczuć i emocji do przestrzeni, w której panuje spokój odbywa się praktycznie w jednej chwili. Gdy podnosisz głos jego drżenie rozprasza się w spokoju umysłu i nie oddziaływuje dalej. Czując, że coś nie dzieje się po twojej myśli, czując przemykające myśli stajesz się jedynie ich obserwatorem, a nie zaangażowanym uczestnikiem, w którym to one zarządzają twoim samopoczuciem przez długi czas, wymuszając na tobie reakcje, które w tłumie są czymś powszechnym. 

Odrealnienie to brak świadomości, że poza światem odczuwalnym za sprawą środowiskowych zależności istnieje możliwość dotarcia do jej prawdziwego źródła, które nie ma nic wspólnego z przebywaniem pośród kłopotów egzystencjalnych. Nie musisz uchodzić za oazę spokoju, by żyć w spokoju. Kiedy rozmawiam z ludźmi często podkreślam, że są inne rzeczy, które są warte zainteresowania, po czym znów słyszę, że jest jakiś kłopot, jakiś egzystencjalny dół, w którym cały czas się taplają. Gdy wpadają w jakieś tarapaty widzą jedynie usilne dążenie do ich rozwiązania. W tym świecie tłumu ja też jestem w tarapatach, ale z tej pseudo - przestrzeni można przenikać do przestrzeni spokoju za każdym razem, gdy tego chcemy, nie wierząc w nic, co ten świat tłumu oferuje. Tym jest nasza samotność, z którą nie jesteś obeznani, gdyż boimy się poszukiwać prawdy o niej. Jest trudna, ale najbardziej realna ze wszystkich możliwych przeżyć. 

Połączenie ze światem tłumu zawsze jest odrealnione pod względem odczuwania pozornej jedności i potrzeby zaistnienia; w tłumie samotność jest równie wielka jak w zaciszu domowym. Ktoś cię niby słucha, ale słuchając ocenia według swojego własnego poczucia samotności, też chce zaistnieć; kiedy słucha nie pozostaje w ciszy, by przyjąć to, co masz do powiedzenia, nie dotyka przestrzeni spokoju, gdyż reaguje emocjonalnie lub uczuciowo na to wszystko i prawda krąży wokół tego, co sam nauczył się odczuwać, gdy to słyszy, a nie to, co jest, kiedy słuchałby, czując tę przestrzeń. Odchodzisz po rozmowie, która tak naprawdę była monologiem, a twoje problemy i tak pozostają z tobą, bo kiedy np. umierasz zabierasz się tylko ty i żadne cudowne wysiłki otoczenia nie są w stanie cię zatrzymać, i tylko twoja własna przestrzeń, w której odczuwasz spokój może dać ci ukojenie. Kiedy zmieniasz przestrzeń fizyczną, w której przebywałeś,  możesz wkraczać do przestrzeni spokoju zupełnie bezwiednie, widząc zmianę w otoczeniu i czując tę zmianę w sobie. Tymczasem dzieje się tak, że odchodząc z miejsca (złego) zdarzenia pozostajesz w nim na długo, mentalnie, a nawet fizycznie. To nie jest sztuka "pustego" realizmu.

06:42, osho713
Link Komentarze (4) »
czwartek, 09 sierpnia 2018

Zostałem zagadnięty na korytarzu, przez jegomościa w wieku powyżej lat 80, z którym znamy się już jakiś czas; po chwili pan pyta: 

- Czy poprawił pan już swoje poprzednie rekordy sprawności?

Myślę, że chyba nie do mnie to pytanie, bo żadnych rekordów nie ustanawiałem, ale chyba chodzi o lepsze wyniki niż kilka lat temu, najpewniej morfologia, mocz i OB?

W końcu pytam:

- A pan z wiekiem jest sprawniejszy i lepiej się pan czuje niż 10 lat temu?

Sięgamy do dna absurdu, gdy możemy pomyśleć, że z wiekiem będzie lepiej, "kurwa ludzie, ja pierdolę, kurwa"..., powiedziałbym językiem z "Dnia świra." 

09:46, osho713
Link Komentarze (3) »

...Hesse.

"Ma takie momenty", że jego kontemplacja, choć poparta słowami, umiejętnie przenika w głąb ludzkiego zrozumienia, ale jak to bywa przy pierwszym kontakcie z rzeczywistością prawie wszyscy o tym zapominają, a raczej nikt nie zdaje sobie z tego sprawy.

"Człowiek, na którego spoglądam z respektem, z nadzieją, z pożądliwością, z zamiarami, z wymaganiami, nie jest człowiekiem - jest jedynie mętnym odbiciem mojego pożądania. Spoglądam nań - świadom tego lub nie - zadając sobie te same krępujące, kłamliwe pytania: "Czy jest on przystępny, czy dumny? Czy mnie poważa? Można go naciągnąć? Zna się na sztuce?" Zadając sobie tysiące takich pytań, spoglądamy na większość ludzi, z którymi mamy do czynienia, a kiedy uda nam się wskazać w ich powierzchowności, w ich wyglądzie i zachowaniu to, co służy lub sprzeciwia się naszym zamiarom, uchodzimy za znawców i psychologów. Marne to jednak nastawienie, a w tego rodzaju psychologizowaniu chłop, domokrążca i kauzyperda górują nad większością polityków i uczonych. W momencie gdy pożądanie znika i powstaje kontemplacja - czysty ogląd, czyste oddanie - wszystko się odmienia. Człowiek przestaje być użyteczny lub niebezpieczny, interesujący lub nudny, miły lub szorstki, silny lub słaby, jak wszystko, ku czemu kieruje się czysta kontemplacja. Kontemplacja nie jest bowiem badaniem lub krytyką - jest samą miłością; jest najwznioślejszym, godnym najwyższego pożądania stanem duszy - miłością wolną od żądzy."

Słowo "kontemplacja" można zastąpić słowem "wgląd" - tylko, czy to coś w rzeczywistości zmienia?

 

09:25, osho713
Link Komentarze (2) »

...byłoby łatwiej w życiu, gdyby nikt nie rościł sobie pretensji do nikogo o nic, a w szczególności do siebie.

Idę "uprawiać pole" i dzisiaj wszystko...

A ch.. Ahoj chciałem napisać.

06:49, osho713
Link Dodaj komentarz »
środa, 08 sierpnia 2018

Największą przygodą, a zarazem podróżą jest ta w jedną stronę...cały proces ma w sobie jakiś magiczny aspekt przemian. Dokładnie rok mija od zdiagnozowania nadciśnienia tętniczego, robi się coraz ciekawiej. W niedzielę zdawałem jakiś popaprany egzamin z masażu; raz ja byłem maltretowany, czyli masowany ( i to dosłownie przez młodego sadystę)...a zadziało się, gdy dwa "imadła" osiłka zacisnęły się na moim karku, który musiałem rozluźnić. Wtedy to doznałem "spotkań trzeciego stopnia". Przy zablokowaniu krążenia w okolicach karku doświadczyłem chyba natychmiastowego niedotlenienia, bo prąd, który przeszedł przeze mnie chciał wyskoczyć czubkiem głowy.Ból był tak silny, że odciął mi widzenie i słyszenie. Ale to nic, wczoraj już bez ucisku...chyba, że to wywołało przedpołudniowe stanie na głowie?...narastało...to fantastyczne:) aż do granic możliwości...przestałem widzieć i słyszeć...wiem tylko, że ktoś coś ode mnie chciał...byłem na zajęciach...

Nie rozumiem dlaczego ludzie szukają innych, by lepiej znieść powolne umieranie? Mnie to wczoraj raczej przeszkadzało. Chciałem z tym pobyć sam na sam, ale się nie dało... trzeba było prowadzić zajęcia...po kilku chaturangach odeszło...czułem, że bycie w tym jest świetnym doznaniem, pomimo przeszywającego bólu dało się z tym być...wiem, że dla wielu jestem szurnięty, ale coś się wreszcie dzieje prawdziwego, naturalnego...na moich oczach rozpada się iluzja wieczności.

06:47, osho713
Link Komentarze (2) »
wtorek, 07 sierpnia 2018

Umysł nigdy nie może się niczego doczekać i zamiast przestać, wchłania interpretację tańcząc z myślami - bierze ją za rzeczywistość. 

Przyjęło się, że np. pieniądz jest wartością (umowną), ale gdy zaczyna zawadzać jego brak słowo "wartość" przestaje istnieć; przewartościowujemy nasze życie, by ich mieć jak najwięcej. Zaprzeczeniem będzie stwierdzenie, że "pieniądze szczęścia nie dają". Czy w takim wypadku i pomimo tego słowo "szczęście" zyskało jakąkolwiek wartość?

Przyjęło się, że np. spóźnienie na autobus jest zdarzeniem niekorzystnym. Wiąże się z tym gros dziwnych przeżyć, lecz większość z nich nie rozgrywa się nigdzie indziej jak w naszej głowie: "znów stało się nie tak jak planowałem", "ktoś czeka, a ja nie dałem rady", zdarza się, też, że ktoś pomyśli: "a to nic będzie następny"; bardzo rzadko, ale się zdarza.

Myśl rozchodzi się po interpretacji faktów, które w danym momencie nie mają znaczenia. Pieniądz nigdy nie będzie miał wartości, tak jak i szczęście, którego znaczenie jest względne. To "wartości", których nie ma w prostocie rzeczywistości, nieobjętej żadną myślą. Czując daną chwilę nieprzewartościowaną w żaden sposób sięgamy do sedna spokoju. 

Jeśli je masz (pieniądze) jest dobrze, gdy ich nie masz nie jest niedobrze, kiedy jesteś szczęśliwy to nie osiągnąłeś nic, po prostu jesteś, gdy jesteś nieszczęśliwy to nie musisz się starać, żeby to zmienić, bo ta chwila i tak przeminie. Jeżeli odjechał twój autobus stoisz na przystanku, a wszelkie inne odczucia, które temu towarzyszą są zbędne - możesz poczuć spokój w każdym możliwym momencie.

14:09, osho713
Link Komentarze (3) »

Ach, jak byłoby miło, gdyby to się udało...przed faktem

Cudnie, że to się udało...po fakcie

To źle, że tak nie jest...niemożliwość pozornie teraźniejsza

To źle, że się tak stało...po fakcie

Myśl nigdy nie trafia w sedno, jej wyrażanie nie ma większego znaczenia dla pustki, a odczuwanie myśli na sobie potęguje emocje. W głowie szaleńca, czyli prawie każdego mieszkańca ziemi, myśli stanowią największy potencjał "twórczy". Jak przez długi czas sądzono: "myślę, więc jestem" określało poziom ludzkiego bytu, który wskazywał zdolność do zaistnienia wśród społeczności, jako jednostka, która się wyróżnia myślowymi talentami. Nie zauważano jednak, że sposób w jaki się myśli i o czym jest odejściem od rzeczywistości, która z tym procesem ma niewiele wspólnego.

Jak to się jednak dzieje, że najbardziej twórcze rzeczy powstają dopiero, gdy umysłu przebywa poza obrębem schematu myśli? Kiedy piszę ( to określenie było przed chwilą w mojej głowie jako ugruntowana myśl) przeszkadza mi, że coś muszę wymyślić. Wtedy zdania nigdy nie układają się właściwie, są wymęczone. Lecz "lekkość" pojawia się dopiero, gdy nie czuję w sobie ich obecności. Każdy ma w sobie potencjał twórczy, jednak schemat myślowy stanowi ograniczenie, po którym poruszamy się wykraczając poza rzeczywistość. Dotyczy to zawsze wyobrażenia z pominięciem jej szczegółów, ponieważ myśl nagina przebywanie w czasie. Każde z tych określeń na początku nie ma nic wspólnego z teraźniejszością, a co za tym idzie z rzeczywistością.    

Odnalezienie spokoju ma zawsze związek z teraźniejszością, która najbardziej odzwierciedla rzeczywistość. I ktoś może zarzucić, że przecież dany moment w teraźniejszości może nie być czymś pozytywnym i nie warto skupiać na nim uwagi, ale to właśnie jest najlepsza chwila, by doświadczyć i nauczyć się nieprzywiązywania za sprawą jej odczuwania, gdyż następna chwila po niej już taka nie jest - tym jest świadomość. To potencjał myślowy sprawia, że tkwimy w niej przez długi czas. To pamięć złego i dobrego przyczynia się do odczuwania w taki sposób. Tworzymy wtedy nowe połączenie w mózgu, by za ich sprawą nasz potencjał myślowy wykorzystał to przeciw nam, zamiast służyć zrozumieniu, że myśl nigdy nie pokrywa się z rzeczywistością.

Po prostu, mimo odczuwania dyskomfortu i lęku jesteśmy w stanie uwierzyć w daną sytuację tylko dlatego, że wyobrażenie o tym jest trwale zapisane za sprawą myśli i reakcji na zdarzenie. Wyobraźnia zaś uwielbia zabierać w rejony, które odciągają uwagę od dyskomfortu danej chwili, lecz jest to zaledwie odwrócony obraz, daleki od rzeczywistości.  Takie "podróżowanie" wciąga nas w kolejny schemat i mimo dążenia do dobrych zmian zawsze coś stanie nam drodze. 

05:40, osho713
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 06 sierpnia 2018

W myśleniu chodzi o pewne "obszary", prowadzące na manowce. Jeśli uświadomimy sobie, że myśl nie jest nami, ani tym, co warunkuje nasze samopoczucie stanie się jasne, że istnieje też odrębny rodzaj świadomości, który wie, a raczej czuje, że myślisz. Tak można mniej więcej przełożyć na pojęcie czysto teoretyczne wpływ obszarów myślowych, wywołujących różne stany emocjonalne. 

Myśl staje się reakcją, a reakcja stwarza kolejne myśli z tym związane. Potem działa wszystko jak automat, nasiąkamy reakcjami "z pominięciem" procesów myślowych, ciało wyzwala nawyki podobne do schematu "walcz lub uciekaj", lecz tym zarządza nasza nieświadomość. Są w niej zakodowane i uruchamiane bez udziału świadomości. "Obszary myślowe" są bardzo wysublimowanym środowiskiem, w którym  największą siłą jest nawyk. Wyobraź sobie niebo, czyste niebo - to świadomość. Zobacz teraz niebo pełne chmur. Lekkie chmury to lekkie myśli, ale nie są wcale czystym niebem, przysłaniają słońce, i mimo, że mogą wydawać się przyjemne są dalekie od świadomości. 

Myśli szukają tożsamości, połączenia z czymś materialnym, zaczyna się od reakcji i identyfikacji z imieniem, potem idzie już łatwo. Ja oznacza JA jako ciało i wszystko, co z nim związane. To JA rozrasta się z nawyku, uaktywniając obszar struktur myślowych nagromadzonych w nieświadomości - chmury zbierają się same. Ciało przejmuje reakcje umysłu (to sztuczny twór) wywołując lęk, złość, nienawiść, radość, euforię, przyjemność; cokolwiek to jest "uderza w ciało", które rozluźnia się i napina. Świadomość (błękitne niebo) może to wszystko obserwować. 

Po pewnym czasie ten nawyk zostaje zamieniony na nawyk zauważania i choć nie dzieje się to od razu, świadomość zaczyna przeważać. Czujesz w ciele coraz więcej, wiesz, że zmienia się w nim wiele, gdy umiesz zwrócić uwagę na oddech, bez względu na to jaki on jest i doprowadzić nim do odczuwania jego częstotliwości, która uspokoi także ciało. 

Świadomość z czasem zaczyna zmieniać struktury myślowe, gdyż nie jesteśmy w stanie przestać myśleć w ogóle. Skoro wiemy, że mamy śledzić rzeczywistość myśl zaczyna się skupiać na tym, co widzi (słyszy, dotyka, czuje) świadomość w swoim najbliższym otoczeniu, bez nazywania czegokolwiek.  W pamięci także powstają motywy i obszary powrotu do świadomości, jest przywoływana co jakiś czas trochę mechanicznie, ale tak działa obserwator, a nie wcześniejszy sufler w naszej głowie. Wcześniej sufler włączał się na sygnał zagrożenia, bądź przyjemności, był też jedną z myślowych struktur, która przysłaniała czyste niebo.    

Stworzenie wzorca "lubię - nie lubię" jest bardzo proste. Pomiędzy umysłem, a ciałem powstaje kanał przesyłowy, którym są transportowane bodźce myślowe, potem już niestety nieświadome, ciało przestaje być czymś oddzielnym od umysłu z wiekiem i nawykiem. Ta silna tożsamość to nazwane przez Eckharta Tolle (zresztą bardzo trafnie) ciało bolesne. Ciało broni się za sprawą umysłu oddając doznania zmieszane - wyobrażenie + przyjemność + nieprzyjemność. Nieprzyjemność nie jest różna od przyjemności - to nadal wyobrażenie. Wszystko, co chwilowe i przemijające jest dalekie od rzeczywistości....

 

14:22, osho713
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 05 sierpnia 2018

...oznacza czasem, że nie ma cię tam, gdzie jesteś, najczęściej w ogóle. 

To jak bieganie za własnym ogonem, którego nie ma. To przygnębiające, że człowiek jest w stanie odnaleźć (na chwilę) poczucie własnej wartości, zmieniając np. : styl życia, czy fryzurę albo wchodząc na szczyt, na którym niczego nie ma - tylko widok.. Tak wynika z niektórych wypowiedzi. To poczucie satysfakcji, które spala się w nim po wyborze następnego celu; to zupełnie jak beznadzieja jego braku, bo każdy kolejny niweczy wcześniejsze doznania. Taki szybki płomień, który łatwo zgasić. Umysł jest wiadrem bez dna. Ostatnio czytałem jakieś  coachingowe bzdury - "wróć do brzuszka mamusi, poczuj się jak niemowle". Nie jest chyba przyjemne być w czyimś tyłku, ta symbolika jest conajmniej śmieszna. 

..... pracy mam w ciągu dnia na 14 dni, czyli prosty wniosek: mój tydzień pracy ma w sobie 98 dni, czyli w roku pracuje 35 770 dni. Też biegam za własnym ogonem. Robię to bo nie mam nic innego do roboty, ale satysfakcja odeszła już dawno, bo równie dobrze mógłbym pleść kosze albo nie robić nic, jakoś trzeba doczekać końca. Umysł zawsze mnie oszukiwał, sam się tego nauczył. "Pij mleko będziesz duży", kiedyś jako dziecko wypiłem, zawierzyłem powiedzeniu i po 4 litrze (mleka) na raz nie wytrzymałem, tama pękła. Tak jest ze wszystkim: tama pęka. Pusty umysł nie ma do czego przylgnąć, więc jak najczęściej jestem w pustce obserwując jego dziwne zachowania. 

 

Lecę 

09:11, osho713
Link Komentarze (2) »
sobota, 04 sierpnia 2018

...dla wielu po prostu oznacza robienie tego na co ma się ochotę. 

Ochota zaś to nic innego, jak zazwyczaj chęć robienia tego, czego się aktualnie nie robi. 

Bycie sobą może oznaczać robienie wszystkiego na przekór albo jak kto woli tzw. asertywność, czyli upierdliwość życzeniową, która może doprowadzić do znienawidzenia człowieka. Niekiedy traktujemy ten stan jako umiejętność posiadania własnego zdania na dany temat, wypowiedzenia prawdy, tylko naszej prawdy, w obliczu niezgodności na jakąś rzecz czy sytuację. Czy to jednak jest w ogóle możliwe? Przyjmując postawę bycia sobą stanowimy zbiór pewnych cech, które tylko nam mogą być przypisane. Jednak to, że my się z nimi dobrze czujemy nie oznacza, że są nasze, ponieważ skupiają w sobie elementy, które stanowią po prostu nawyk do pewnych zachowań. 

Kiedy normalne stworzenia, czyli wszystkie oprócz człowieka, reagują instynktem na bodźce zewnętrzne włącza się mechanizm walki albo ucieczki. Są sobą. Gdy są głodne jedzą, kiedy odpoczywają śpią albo po prostu są. Ich zachowania mają naturalne odruchy potrzebne do życia. Człowiek tego już nie ma. Rodzi się w pewnej kulturze człowieczej, co ma odróżniać go od pozostałych gatunków, stwarza warunki do rozwoju, które wynaturzają naturę natury. Jego "wiedza i inteligencja" wybiega o wiele dalej, niż tylko poza ramy naturalnych potrzeb. Umysł nie pozwala mu na bycie sobą, gdyż jego myśli i emocje warunkują jego zachowania. W ich obrębie możliwe jest bycie wyobrażeniem siebie o tym co znaczy być sobą w danych okolicznościach, ale poza nimi przestaje rozumieć co znaczy tylko być. Oznacza to, że musi coś robić aby czuł się potrzebny, gdy tego nie czuje jego umysł pozwala sobie stwarzać wrażenie bycia sobą na szukania okazji do zaistnienia, bądź wycofania z życia. Pozostaje wtedy nadal ze swoimi myślami i emocjami. Odpoczywa dopiero gdy zmieni miejsce położenia, przemieszcza się by zmienić otoczenie, gdyż towarzysząca mu nuda i wyczerpanie nie pozwalają mu po prostu być, a zmusza do ciągłego wysiłku, którego nie starcza już na samo bycie. Człowiek musi do czegoś dążyć, czegoś poszukiwać, zaś natura w samym swoim dążeniu ma tylko potrzebę ciągłej ewolucji, która stwarza człowieka nie rozumiejącego celu natury.   

Bycie sobą w takich warunkach rodzi dla człowieka tak wiele potrzeb, że żyje on w ciągłym zagubieniu siebie. Stworzył kulturę, która już z góry nakłada na następne pokolenia przymus tolerowania środowiska, w którym się urodził, a od samego początku jest to przejawem lęku i jednocześnie ucieczką od ucieczki z naturalnego stanu rzeczy jaką jest instynkt. Teraz człowiek boi się tysiąca innych rzeczy, włącznie z samym sobą, czyli żyjąc swoimi myślami i emocjami, które nigdy nie stworzą warunków do bycia sobą, gdyż są wypadkową wyobrażenia o sobie samym. 

Trudno jest sprawić, by człowiek zawsze czuł się dobrze tam, gdzie jest i cieszył się w pełni tym, co robi i co się z nim dzieje. Brak akceptacji tego, co jest i jakie to jest wcale nie czyni człowieka tym kim jest. Odpowiedź na pytanie: kim jestem? jest kluczowa w byciu sobą, przy zmieniających się warunkach.

06:43, osho713
Link Komentarze (3) »
piątek, 03 sierpnia 2018

W tym szaleństwie nie ma żadnej metody.

Izolacja od reszty jest trudna, wszyscy radzą, by unikać ludzi toksycznych, ale w dużej mierze się nie da, bo ci którzy tak mówią sami mogą okazać się toksyczni. Trzeba by zatłuc żonę, otruć męża, wybić dzieci, gdyż momentami ich irracjonalne zachowania są poza wszelkim zrozumieniem, bo też mogą być toksyczni -  i co teraz?

Z drugiej jednak strony...

...ze zbiorowego punktu widzenia muszę zgodzić się z Eckhartem:

"Jak dotąd największą formą przemocy zadawanej sobie wzajemnie przez ludzi są czyny nie kryminalistów lub osób obłąkanych, lecz zwykłych szanowanych obywateli, którzy oddali się w służbę zbiorowego ego. Można by posunąć się dalej i stwierdzić, że na tej planecie "normalność" równa jest szaleństwu. Co leży u podstaw tego szaleństwa? Całkowite utożsamianie się z myślą i emocją, a więc - ego".

Ambicjonalne zapędy zwykłych ludzi sprawiają, że w obliczu chciwości, żądzy zemsty, czy zwykłej zawiści, ci dobrzy i układni obywatele, stają się w swoich zaciszach domowych oprawcami; toksycznymi prowokatorami zamkniętych dramatów, spowodowanych codziennymi trudnościami, którym nie są w stanie sprostać. Kiedy ich poglądy ścierają się z poglądami nawet najbliższych stają się oni dla nich wrogami numer jeden, są drobnymi rzezimieszkami w imię jakiejś idei. Zaś publicznie, te święte krowy od chwytliwych haseł z wytatuowanym miłosierdziem na dupie sieją zamęt i nienawiść. Mówi się, że ktoś ma taki albo inny temperament, ale ludzkie ego tylko czyha, by z tej wymówki skorzystać. 

 Lecz w każdym momencie można pozbyć się ego...pozbawiając się wiary w to, co się myśli i co podpowiadają emocje.

06:44, osho713
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 78